3 sztuki w Rossmanie – pic na wodę koronowirus

Kilka informacji od koleżanki z pracy… Ewy – Pozdro!

Jako zwykły plebsik w ten wyjątkowy czas dzielę się z wami kilkoma rodzinnymi anegdotami. W pamięci wyblakną lub co gorsza – znikną, a jednak co słowo pisane to pisane a tym bardziej w sieci, zostanie już na zawsze. Ale do rzeczy. Mam malutkie dziecko – niecałe dwa miesiące życia. Jak dorośnie będziemy jej mówić, że jest dzieckiem stanu wojennego. Dokładnie tak jak mówią ciągle do mnie, bo urodziłam się w 1981 roku i w dniu wprowadzeniu stanu wojennego miałam 8 miesięcy – jakże historia lubi się powtarzać. Co prawda stanu wojennego w Polsce nie ogłoszono, tylko koronowirusowy, ale kto wie, może to jest jakaś wojna, tylko my – szary plebs – o tym nie wiemy i zapewne się nigdy nie dowiemy. Wracam do meritum. Bobas mały, potrzebuje pieluch. Do tej pory kupowałam po jednej paczce, która wystarczała spokojnie na kilka dni, nawet tydzień. Jednak wpadłam w delikatną panikę, że jak coś to będę musiała prać tetrówki i czym prędzej popędziłam do Rossmana, którego mam pod blokiem. Na drzwiach prośba o wyrozumiałość i że można zakupić jednorazowo jedynie 3 sztuki ze względu na dobro ogółu, czy jakoś tak. Wchodzę i co widzę? Pan z załadowanym koszykiem po brzegi stoi przy kasie a pani kasjerka kasuje wszystko po kolei. Kumoretstwo czy może po prostu nikt na poważnie nie bierze zakazu łącznie z personelem sklepu? Zaglądam do jego koszyka. A tam pełno słoiczków ze strawą dla dzieci i innych tego typu dla maleństwa (pieluszki, mokre chusteczki, itd.). Z jednej strony rozumiem, bo sama mam dziecko i zapitalać po 3 słoiczki do Rossmana i do samochodu i znowu z trzema do Rossmana i z powrotem do samochodu i tak kilkanaście razy by mi się nie chciało. No ale, z drugiej strony, co zostaje dla innych? Może ja też potrzebuje tych słoiczków? (na szczęście dziecko na piersi – słoiczków nie potrzebuje). Idę więc po pieluszki i …… ta dam! Pieluszek nie ma. No żesz kurła, serio? Patrzę i nie wierzę…Tak skrajne emocje przeżywałam jedynie chyba podczas porodu.

Trzy dni temu, kiedy panika jeszcze się tak nie panoszyła w rodzinie mama mówi: „zamówiłam w aptece maseczki”. Myślę sobie „zarąbiście, taka ta moja cera szara po ciąży, będzie domowe SPA”. Pytam mamę „Nawilżające, czy jakie?”. No nie, takie na koronawirusa, na usta – odpowiada. I znowuż skrajne emocje we mnie wstąpiły – smutek, że cera pozostanie szara i niedowierzanie, bo przecież mówią specjaliści, że maseczka zdrowego człowieka chroni jak stringi dupę przed mrozem. No dobra, trudno, zamówiła. Jest druga na liście. Ale (zawsze jest jakieś ale) maseczki są teraz nie po złotówce jak przed „stanem” ale już po 6,50 – nieźle, mówię i myślę, że to niezły biznes. Zrobić z czegokolwiek maseczki i sprzedawać na olxie. Ostatnio zrobiłam porządki w ciuchach i wyleciało sporo starych podkoszulek i kilka piżam. Gdyby tak zorganizować akcję  sprzątania szaf w rodzinie to takich maseczek może byłoby uszyć kilkaset, jak nie tysiące. Oczywiście trzeba byłoby zadbać o odpowiedni marketing, ale z tym problemu nie będzie, wystarczy krótkie hasło: „Nasze maseczki posiadają dokładnie taką samą skuteczność jak maseczki z apteki! Kup już teraz, bo jak zachorujesz będzie za późno!”

No i tak to, ciotka mówi, że w Rzeszowie szukają pacjenta „zero” bo łazi po mieście i roznosi wirusa, zaraził już 50 osób ale cisza o tym w mediach więc tak naprawdę już nie wiem czy bać się czy nie…może jednak trochę się poboję…tych kup w tetrowych pieluchach…

Korona (wirus) Kielce (okolice) – są dwa potwierdzone przypadki

Są dwa potwierdzone przypadki z okolic Kielc koronawirusa. Mam nadzieję, że więcej nie będzie, choć to moje pobożne życzenia. Mam tam kolegę z którym współpracuję. Marek trzymaj się! Jestem z Tobą! Zaopatrz się w papiery wartościowe (papier toaletowy) bo mam wrażenie, że niebawem będzie to główny Polski nominał.

Moje podejście do szumu informacyjnego o koronawirusie

Szczerze mówiąc nie wiem co o tym wszystkim myśleć….

Nie mam telewizora. Radia słucham tylko czasem w samochodzie…, aby coś tam brzęczało…. Serwisy informacyjne omijam z daleka, po prostu mi szum informacyjny jest niepotrzebny. Nie wiadomo komu ufać. Które informacje są wiarygodne, a które to jedno wielkie gówno. Ilu jest realnie zarażonych koronawirusem? A może media podają nam bełkot, na pewno nam go podają, straszą nas, bo przecież plebsem przestraszonym najlepiej się steruje. Wystarczyło kilka wpisów na popularnych serwisach informacyjnych i mydło Carex antybakteryjne, które standardowo w sklepach nie cieszyło się dużym zainteresowaniem, kosztujące kilka złotych znika ze sklepów zarówno w płynie jak i w klasycznej kostce, ląduje na aukcjach w astronomicznych cenach sięgających krotność standardowej ceny dla przeciętnego zjadacza chleba.

Czytaj dalej Moje podejście do szumu informacyjnego o koronawirusie